KRAINA  ŻEROMSKIEGO
Wieś Strawczyn. Początek XX wieku.
Dolina Mąchocka
Widok na Karczówkę
Ciekoty
Ciekoty - stara lipa
Dom w Kielcach przy Starowarszawskiej  w którym  mieszkał Stefan Żeromski
Gimnazjum w Kielcach
Kościół w Strawczynie
Strawczyn - miejscowość, w której urodził się Stefan Żeromski.
Wszystkie opisy i obrazy przedstawione na tej stronie utrzymane są w stylu książki wydanej w 1928 roku nakładem Kieleckiego Oddziału
Polskiego Towarzystwa  Krajoznawczego,  autorstwa  Edmunda  Massalskiego  i  Marty  Hubickiej  pt. '' Kraina  Stefana  Żeromskiego ''.
Większość zdjęć zamieszczonych na tej stronie  pochodzi z lat  1900 - 1928 autorstwa  E. Massalskiego oraz z mojego prywatnego  zbioru.
                                                        KRAJOBRAZ RODZINNYCH STRON STEFANA ŻEROMSKIEGO

Okazałe w okolicy Kielc łańcuchy Gór Świętokrzyskich dosyć szybko maleją w kierunku północno - zachodnim, a w odległości12 do 15 km.
od tego miasta niektóre z nich  zupełnie nawet  zanikają. Zostają  jeno co silniejsze  grzbiety. Na południu grubo  ociosane masywy  słynnej
Miedzianki, na północyzaś Oblęgorskie wzniesienia ze  stożkowatą, legendami  okrytą górą  Perzową na czele. Pośrdku między tymi łańcu- 
chami rozciąga się duży padół Strawczyński. 
Naogół płaski. Znajdujące się za nim wzniesienia małe i trochę większe, jak Piekoszowskie, Micigozdzkie i Promnickie, są podobne do wiel-
kich, nisko obsiadłych kup piasku nieregularnego kształtu. Rozpłaszczone formy rozległej przestrzeni padołu,  obramione z północy i połud-
nia linią gór, wywołują wrażenie smutku i opuszczenia, do czego przyczynia się wyraźnie widoczna jałowość ziemi. 
Na tym to padole, bliżej ku Oblęgorskiej grzędzie, uczepił się ziemi Strawczyn. Nie należy on jednak, ani okolica do pospolitych. Od dawna
i przez całe wieki siedziała tu brać gwarecka i przysparzała Polsce miedzi oraz żelaza. Obecnie o jej pracy świadczą już tylko nazwy miejsco-
wości i nikłe  wspomnienia. Biorąc tylko pobliże Strawczyna, głoszą te stare dzieje  nazwy takie jak:  Ruda Strawczyńska,  Ruda Strawczyń-
ska Zastawie, Kuźniaki, Hucisko, Huta Oblęgorska.
Swym wyglądem i planem budowy Strawczyn wyróżnia się od zwykłej, jednoulicowej wsi świętokrzyskiej. Ulic w nim kilka o rozmaitych kie-
runkach. Rzucają się też w oczy wybitnie małe, schludne domki. Bieda wielka. 
Dworek, w którym urodził się Stefan Żeromski, stał trochę  na uboczu, skąd roztacza się widok na całą wieś. Obok miejsca,  gdzie stał dwo-
rek, znajdują się zupełnie rozsypane  mury jakiegoś większego budynku o nieznanej  przeszłości.  Dalej w tym  samym kierunku  kościołek.
Tylko pierwsze kilka lat życia przebył Żeromski w Strawczynie. Reszta jego dzieciństwa i lata  młodzieńcze przyadają na Ciekoty - w jądrze
najwyższej części Gór Świętokrzyskich.  Leżą Ciekoty w Wilkowskiej dolinie u północnego podnórza góry  Radostowej o kilka  kilometrów
na zachód od klasztoru  Św. Katarzyny z pod  Łysicy. Znana wszystkim wędrowcom  świętokrzyskim  dolina Wilkowska jest  najpiękniejszą
spośród dużych dolin w Górach Świętokrzyskich.
Rozciąga się wzdłuż ich głównego grzbietu, pokąd biegnie równoległy do niego a odgradzający dolinę od północy łańcuch Klonowski. Osta-
tnie tego łańcucha dwuczube wzniesienie, Stawiana i Miejska góra, kończące grzbiet Klonowski, leży zarazem u wschodniego kresu Wilko-
wskiej doliny. Wypada on prawie tuż naprzeciw Łysicy, z której spływa w dolinę płaszcz puszczy jodłowej, tworząc półowal  ciemnej  zieleni.
Zachodni kraniec doliny widać z  Ciekot w mglistej  dali u pdnóża wzgórz  Zagnańska. Dolina jest wąska, liczy  zaledwie  4 km. wszerz.  Jej
podłużne brzegi wznoszą się dosyć stromo w górę do 200 metrów ponad płaskie dno.  Powoduje to wyrazistość kształtu  dolinnego na  podo-
bieństwo wielkiej wydłużonej niecki, co widać  dobrze ze szczytu potężnej,  wznoszącej się nad  Ciekotami góry Radostowej.  A oprócz tego,
podobnie jak na Strawczyńskim padole, jałowość ziemi  swoistym  obrazem chudych pól zionie smętkiem.  Przodkowie nasi  palcami wydzie-
rać tu musieli skrawki roli z pośród kisnących mokradeł, zakładając przed wiekami Wilków.  Wygląda on na patriarchę tych stron.  Później
chyba powstały Ciekoty, Brzezinki, Barcza, Smuga, Klonów.  Leśne to miana.  Ale już dawno na dnie doliny  lasów mało. Wycięto go też i z
Głównego grzbietu aż do Łysicy. Został po nim kamienisty nieużytek. Tylko Klonowskie Góry bór dawny zachowały.
Ożywieniem  doliny są rzeczki i strumienie.  Płyie od Zagnańska najznaczniejsza ale nieduża  Lubrzanka, przyjmując kilka  dopływów,  m.in.
strumień bezimienny z pól  Wilkowa, płynący przez  Ciekoty wśród  olch i rokiciny u stóp niskiego  pagórka, na którym  stał  niegdyś  dwór
Żeromskich. Był wówczas i młyn mały przy strumieniu. Największym chyba urokiem Wilkowskiej doliny jest widok na Łysicę, wznoszącą 
się u  jej końca. Chyba znikąd nie wygląda potężna syl wetka góry tak majestatycznie jak z pod Ciekot.
Oprócz tej najwyższej świętokrzyskiej góry związany jest krajobrazowo z Wilkowską doliną również i największy w Górach Świętokrzyskich
przełom, stanowiący w ich  głównym  grzbiecie tuż koło  Ciekot bramę, przez którą  Lubrzanka  wyprowadza wody  z  wilkowskich obszarów.
Przeszło 2 km. ciągnie się ten na 300 m. głęboki rozdół zwany Mąchocką doliną, upiększony nurtem rzeki wartko  płynącej wśród rumowis-
ka skalnego, zacienionej wierzbą i olszyną.  Podmywa Lubrzanka lewy brzeg doliny, będący zboczem Radostowej.
Prawym brzegiem idzie droga a nad nią wznoszą się bli-
źnie szczyty  Dąbrówki i Kamienia, nazwane też Masło-
wskimi  górami.  Poorały  się bardzo ich sypkie stoki w
liczne garby,  terasy i głębokie  strome  wąwozy, kame-
cznicami tu zwane. A  wszystko ukryte w sosnowo-brzo-
zowym gaju. Tędy do Kielc droga z Ciekot prowadzi. I
do parafialnych Leszczyn przez  występujące  dalej pia-
szczyste i naprzemian  ilaste  terasy,  w  których  kręta
Lubrzanka  rzeźbi  świeżo  dosyć głęboki  rów  rzeczny,
szczególniej ładny w Leszczynach i niżej za nimi.
Leszczyny liczą się już do ściśle kieleckiej krainy, któ-
ra jest sercem Gór Świętokrzyskich. W formach swych
zawiera wszystko, co je  charakteryzuje.  Od  Kielc  po
Łagów się ciągnie. Nazywa się Łagowską doliną. 
Przestronna  i długa,  wykazuje  wielką  różnorodność 
wzniesień, równin i wtórnych dolinek rozmaitego pocho-
dzenia. Wszystko o  liniach spokojnych, co razem czyni
krajobraz kielecki  łagodnym ale i zarazem ożywionym.
Różne warunki bytowania spotyka tu człowiek. Najwię-
lichej piaszczystej  gleby.  Są i piaski i lessem  pokryte
pszeniczne pola. Są ugorne wrzosowika i z dawnej pusz-
czy pozosałe lasy.  Nad  wszystkim  błyszczy  skromnie
na niewielkim wzgórzu złocista kula sygnaturki kolegia-
ty kieleckiej. Dalej ku zachodowi  widnieje nieodłączna
od obrazu Kielc  zielona  kopa  Karczówki  z  widokiem
klasztornego kościoła nad sosnami.
A na horyzoncie za Kielcami, jako tło, ciemnoniebieski
wał jodłowy gór Dymińskich. Ich widoczny zewsząd wy-
soki szczyt Telegrafu wieści z oddali podróżnemu o bli-
skości Kielc. Miasto leży  na  terasach  i  na  zboczach 
jednego z niewielkich wzgórz Kadzielniańskiego grzbie-
tu. Zeszło też i w północną  dolinę.  Przez tę niską dziel-
nicę płynie maleńka  rzeczka  Silnica: podchodzi do sa-
mego wzgórza kieleckiego, ściąwszy je stromo z jednej
strony.  Na  wysokiej  terasie  tego  zbocza  stoi  duma 
Kielc: monumentany renesansowy zamek  pobiskupi a
obok niego kościół kolegiacki, obecnie katedra.
Dalej w tym samym  szeregu wzgórz  Kadzielniańskiego łańcucha wznosi się  Karczówka, będąca perłą krajobrazu  najbliższej okolicy  Kielc.
Prowadzi do niej od samego  miasta przez półtora kilometra szeroka  aleja w dużej części wysadzona czterema rzędami  parusetletnich topoli.
Na szczytowych nierównościach  góry stary klasztor niezwykle  malowniczo rozłożony. Cała góra pokryta zwartą  masą starych sosen. Tylko
od strony Kielc naga. Stąd z pod bramy murów podwórca rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków Gór Świętokrzyskich: na Kielce, na
daleką zadumaną Łysicę, na jasny padół Łagowski, na łańcuchy wzgórz, na długie doliny, ciemne lesiste wały, sznury wiosek, wstęgi białych,
wapiennych dróg... Niewielka jest krana Gór Świętokrzyskich ale duże bogactwo treści ich wielce odrębnego krajobrazu..
Pobok słynnego w Polsce Oblęgorka przywarł do swoich piasków Strawczyn, wioska tak licha, że uląkłszy się niewspółmiernego z nędzą swo-
ją splendoru, wszelkie onegoż ślady starannie zatarła.                                                                                                                                                     
Tutaj bowiem, w drewnianym domostwie, o którym u starych ludzi już tylko mętne zostało wspomnienie, urodził się Stefan Żeromski.
Cóż jednak nowym gospodarzom pamiątkowego obejścia było do tego? Staranne miejsce domu  zaorawszy, sieją tu liche żyto, to je znów gro-
chem czy ziemniakami zasadzą.
W otoczy prawichrów puszczy jodłowej, na słonecznym skłonie, spadającym ku cieknącej wodzie, po opuszczeniu Strawczyna  zamieszkali ro-
dzice Stefana Żeromskiego. Wioska zwie się  Ciekoty i jest w całym tego słowa  znaczeniu  prymitywem  ludzkiego osedla. I oto znów  chyba 
wszystko, co pozostało z dziecinych lat poety w tych zacichłych wśród bezdroży stronach. 
Spalił się bowiem  '' jeszcze za Mośka '' ( dzierżawcy po Żeromskich ), jak objaśniają tamtejsi starzy ludzie,  drewniany  dworek i  zabudowa-
nia gospodarcze; w suchym, nikłym cienu spróchniałych drzew ślady  kwietnych rabatów  głuszą chwasty polne. Całe to gospodarstwo z pozo-
stawionymi po pożarze budynkami obce  jest i treści swej dalekie - a jednak  pośrodku trawiastego dziedzińca stoi  w  ogniu  okaleczała  lipa, 
odrodzona z jednego konara. Niewątpliwy świadek słonecznych dni dzieciństwa Żeromskiego.
Tu stał dwór Żeromskich
To tu Stefan Żeromski, małym chłopcem będąc przepadał w nadbrzeżnych  zaroślach krętego potoku i wyciągał z czarnych nor wielkie,  leni-
we raki wrogo patrzące w rozjarzone łowiecką uciechą oczy dziecięce. ( Wspomnienie w '' Puszczy Jodłowej '' ). Tymczasem jeszcze uczył się
w gimnazjum i raz wyproszony władzom szkolnym przez matkę jechał z nią z Kielc Mąchocickim wąwozem do domu na Zielone Święta.
( Wpomnienie w '' Syzyfowych pracach '' ). Właśnie Mąchocickim wąwozem. Tworzy go przełom Lubrzanki wśród  kwarcytów górnokambryj-
skich Masłowskich gór i garbu Radostowej. Na zboczach górskich jałowce i gaje brzozowe. Na Radostowej wypasają się stada owiec i krowy
Piaszczysta droga skręca ku Leszczynom, gdzie na wiejskim  cmentarzu w bezimiennych,  zapomnianych mogiłach spoczywają  oboje rodziice
Stefana Żeromskiego.
Kielce. Miasto, do którego myślą i sercem wracał Żeromski, które jak kryształ skupiło w sobie tęczowe blaski jego młodzieńczych lat, jarząc
je świetlistym wspomnieniem, zgasłym dopiero wraz z życiem. To miasto widywało co dzień małego chłopca w czapce uczniowskiej i gimnazjal-
nym  ''szynelu'', jak wychodził z bramy domu przy ulicy Starowarszawskiej i biegł co tchu do szkoły.
Szedł Rynkiem, ulicą Małą i Placem  Panny  Marii, z którego wyrasta katedralny gmach. W odwiecznych  murach gimnazjum  potykał się
mężnie przez szereg lat z dolą polskiego ucznia w rosyjskiej szkole i tam pośród '' młodzieńczych upadków i wzlotów '' kuł w sobie przyszłą
niepołomną moc. Biblioteka Publiczna w Kielcach odziedziczyła z chwilą swego założenia  miłą i cenną po tych latach  pamiątkę:- skromną,
sosnową szafkę, do której przywarły i dotąd trwają  rosyjskie, rządowe  pieczęcie. Znaki  katastrofy, która tak często  spotykała w Polsce
podobne szafeczki, przecież tym razem  wyjątkowej, gdyż przytrafiła się  biblioteczce, założonej i prowadzonej przez ucznia  Stefana Żerom-
skiego.
Widok na Kielce z Karczówki
Do góry strony
Kadzielnia
Dalej
Bo Kielce to naprawdę niebylejakie miasto. Choćby
taka  Kadzielnia - niby  nic:  zwyczajne  podmiejskie
wzgórze, coraz bardziej  zresztą  niknące  w  czeluści
wapiennych  pieców.  Pomimo to  jeszze  dziś  można 
tam ze szkoły  wiać na całego, a w razie czego dosło-
wnie pod ziemię się zapaść. Tyle tam wyrw głębokich
szczelin i ciemnych grot: dla  uczniowskich wagarów
poprostu raj - i to nie o dziś, ani od  wczoraj. Jeszcze
Dygasiński udawał tu  Rinaldiniego,  cierpiąc potem
za swobodę w sposób bolesny i hańbiący. ( Dygasiń-
ski - Kielce).  Ale że  cudzem  doświadczeniem  nikt
jeszcze nie był mądry, więc... a  zresztą skapcaniały
poprostu dziś ''blade  twarze'' i nie  tępią  już  w  tak
drastyczny sposób walecznych indian czy  zgoła  roz-
bójników. I miał tu Żeromski nie  kochać  Kadzielni!
Cóż dopiero - Karczówki, z wzgórz  okalających mia-
sto najpiękniejszej i jedynej. Idzie się tam aleją sędzi
wych, wyniosłych  drzew, których  rytmiczne rozmie-
szczone, sękate pnie  odcinają  odrazu  człowieka od
rzeczywistości. W zielony, chłodny mrok wsiąka wraz
wszelki niepokój, a z  drgających  słonecznych  plam     
na piasku tryska niczym  nieuzasadniona radość.
Chyba, że idze  się  wprost i szybko  osiąga  wzgórze,
przez śmigłe sosny zarośnięte aż po szczyt, których zielony, puszysty płaszcz spływa pod stopy odwiecznego klasztoru. On to od lat 300 wrosły w
skalne pdścielisko wtula się w sosnowy bór i tylko sczytową ścianą białego kościołka patrzy w otwartą, zgubioną w nieboskłonie dal. Mogła więc
być i z pewnością była dla Żeromskiego przechadzka na Karczówkę  wychylaniem się poza  rzeczywistość,  wycieczką w senne  jeszcze,  zaledwie
przeczuwane kraje. Jasnozielone wzgórze, schodząc w rytmicznych uskokach, rozwija się w dolinę, falującą w słoneczne pzedwiośnie pasami zago-
nów srebrno - szarych i amarantowych, zlewającą się na krańcach w połyskliwy tuman niebieskawej dali.